Przeskocz do treści
Listopad 25, 2010 / Mała MI

I po wyborach…

Frekwencja podczas wyborów wyniosła niespełna 48% … czy Polacy kiedykolwiek mają szansę dojrzeć do demokracji? Co musi się zmienić, żeby chciało im się ruszyć tyłki do lokali wyborczych?! 52% Polaków uprawnionych do głosowania, poprzez brak udziału w wyborach, tak naprawdę odebrało sobie prawo głosu. Kim są ci ludzie?

Im większa liczba list i nazwisk w czasie wyborów, tym mniejsza frekwencja. Bo już za trudno. Za duży wysiłek. Poza tym jeszcze trzeba rozumieć czym jest na przykład taki sejmik, czym jest rada miasta, itd. Kiedy są wybory prezydenckie jest kilku (w porywach kilkunastu) kandydatów, nazwiska ich wszystkich są tyle razy powtarzane, że do wyborów każdy zna je na pamięć. No i jest tylko jedna kartka. Ale takie wybory samorządowe, to przecież niekończąca się lista nazwisk, zupełnie nieznanych nikomu. To wymaga poświęcenia czasu i wyszukania informacji, rozmów z innymi ludźmi – komu by się chciało? Do wyborów idą tylko patrioci z ADHD, świeżo upieczeni „dorośli” dla których są to pierwsze wybory w życiu, a więc robią to „dla fanu”, emeryci którzy w niedziele mają lokal wyborczy w drodze do kościoła i jeszcze jakaś garstka pozostałych z przypadku.

A po wyborach zostają tylko zaśmiecone ulice, bo jakoś nikt się nie kwapi do pozdejmowania tych sfotoszopowanych mordek, zapewniających, że to oni magicznie wprowadzą dobrobyt w nasze progi. Zostają jak taki wielki wyrzut sumienia dla zatrważającej większości moich Rodaków, których najchętniej znaczyłabym niczym Porucznik Aldo Raine… tylko jakiś nowy design tych tagów bym wprowadziła. A co!

Listopad 18, 2010 / Mała MI

Prezydentem być! Czyli trudny wybór najlepszego kandydata dla Stolicy.

Jak byłam mała, to na standardowe pytanie dorosłych „Kim chciałabyś zostać, jak dorośniesz?” odpowiadałam, że Prezydentem. Upływ czasu znacznie zweryfikował moje marzenia, bo za dużo jest naplątane w naszej Ojczyźnie i pewnie bym skończyła w ciemnym kącie gabinetu, sfrustrowana „walką z wiatrakami”. Poza tym na najbliższe kilka lat mamy Bronka vel MistrzDyplomacji (ach te jego wypowiedzi o duńskich kaszalotach, tekście, że „Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku” i ostatnim hicie z głosowaniem na „bardzo zgrabne kobiece nóżki), więc i tak pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby to szybko minęło i magicznie pojawił się w Polsce człowiek, na którego można by z dumą oddać głos.

Za to temat wyboru Prezydenta Warszawy jest wciąż otwarty, pomimo zaprezentowanego na pierwszej stronie wczorajszego wydania Gazety Wyborczej sondażu, dającego Pani HGW 52% poparcia. Napisałam, że otwarty dlatego, że ja naprawdę nie wiem wciąż na kogo zagłosować i już snułam nawet plany rysowania kwiatków albo pisania dedykacji dla komisji na karcie do głosowania. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że tak nieładnie, dziecinnie i nie można… albo ktoś inny mi tak powiedział i zdecydowałam się, że go posłucham.

Kandydatów jest kilku, ale tylko o dwóch mówi się poważnie. Jest jeszcze Pan Olejniczak, ale pewien znany mi trzydziestolatek twierdzi, że on startuje tylko po to, żeby zbierać elektorat dla SLD na przyszłość i jak dla mnie to brzmi logicznie… oby mu się to za bardzo nie udało.

Pani HGW miała o tyle pecha, że w swojej edukacji trafiła na nauczycieli z mojej rodziny i z opowieści które do mnie dotarły naprawdę ciężko ją szanować. Do tego jej sposób bycia teraz, to jak się wypowiada, jej gesty i mimika specjalnie nie pomagają w poprawieniu jej wizerunku. W czasie swojej kadencji podobno zatrudniła bardzo dużo kolegów z PO i oczywiście to oburzające, ale niestety nie tylko ona tak postąpiła, bo jej poprzednicy robili dokładnie to samo.. Można to wytłumaczyć tym, że z opozycją ciężej się współpracuje, więc logistycznie ma to uzasadnienie, ale i tak mnie się to nie podoba.

Drugi kandydat to Czesław Bielecki o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. I w dodatku jest z tego tam.. PiSu, więc jeśli już głosować na niego, to absolutnie nigdy się nie przyznawać, bo w wolnej demokratycznej Polsce można skazać się na towarzyską banicję. Zaniepokoił mnie artykuł znaleziony w Gazecie Wyborczej pt.: „Co kandydata na prezydenta łączy z Ligą Muzułmańską”, gdzie przytoczona jest wypowiedź Wojciecha Komorowskiego (burmistrz dzielnicy, PO):

Prezes Bielecki oferował pomoc przy rozwiązywaniu konfliktów społecznych, np. eksperckie wsparcie przy sporze z kupcami z Banacha. To nam bardzo schlebiało. Ponieważ panu Bieleckiemu spodobał się parterowy pawilon przy Bohaterów Warszawy, skreśliłem lokal z publicznego konkursu i wynająłem fundacji.

Pan Burmistrz Komorowski (ach te powtarzające się nazwiska) stwierdził, że kiedy faktycznie tej pomocy potrzebował próbował się kontaktować z Fundacją, ale obiecanej pomocy nie otrzymał. Oczywiście zarzeka się, iż fakt, że sprawa wypływa tuż przed wyborami absolutnie nie wynika z tego, że chcą podkopać kandydata opozycji, ale ciężko w to uwierzyć. Jednak to, co mnie osobiście niepokoi to brak reakcji Pana Bieleckiego i to, że „o fundacji rozmawiać nie chce”. Pozostawienie Warszawiaków bez wyjaśnienia powoduje, że tracą oni zaufanie.

Ostatecznie doprawdy nie wiem który kandydat poradzi sobie z EURO2012 i wszystkimi pozostałymi codziennymi sprawami Warszawy. Czekam dziś na debatę, może coś się rozjaśni?

Wrzesień 2, 2010 / Mała MI

Pani Krzywonos ofiarą sytuacji?

Na pierwszy ogień (z racji timingu), idzie pani Henryka Krzywonos, mająca – jak twierdzi tvn24.pl – więcej fanów na Facebooku niż Doda (i co teraz będzie, skoro ta druga deklarowała, że królowa jest tylko jedna?).

Wyobraźcie sobie, że kiedyś zrobiliście coś ważnego, coś co zmieniło losy dużej grupy osób. To było kiedyś i teraz już nikt o tym nie pamięta. A wymagało to dużo odwagi, sił i złości. Kosztowało Was to wiele nerwów. Wasze życie składa się z szarych dni, podobnych do siebie. Jesteście w takim wieku, że dzieci już odchowane i właściwie czasami budzicie się z poczuciem, że życie to bardziej jest za Wami niż przed.

I przychodzi ważny dzień, upamiętniający to, co zrobiliście te trzydzieści lat temu. Wtedy byliście młodzi, świat wydawał się piękny (nawet jeśli nie do końca był wolny). Sadzają Was, będących na co dzień zwykłymi szarymi obywatelami, koło Premiera i Prezydenta. Ba! Nawet ten Premier i Prezydent Was ściskają i całują… zapomniałam: musicie sobie wyobrazić jeszcze, że jesteście kobietą. Bo fakt, że ściskają i całują Was Premier i Prezydent ma dodatkowo zadziałać na Wasze poczucie atrakcyjności jako kobiety. I oto proszę: kamery, takie towarzystwo, świat znów jest piękny!

Tylko że jakoś tego pana Premiera, który tak Was ściskał i całował przed chwilą, wygwizdują. O ci źli i niedobrzy. Przecież pan Premier Was tak ściskał serdecznie, to zuch człowiek! A potem jeszcze (o zgrozo) nagle wychodzi na środek taki mały pan i wszystko psuje już do reszty. Rozkopuje grób i siłą wyciąga do towarzystwa swojego brata. I jeszcze oszukuje w dodatku.

W takiej sytuacji oczywiste jest, że siedząc koło pana Premiera i Prezydenta czujecie, że jesteście z nimi, a nie z małym panem. Czujecie, że skoro spotkał Was taki zaszczyt, a mały pan i gwizdy psują chwilę, to trzeba wstać i iść bronić tych, którzy tak Was uhonorowali swoim towarzystwem na krzesłach.

Wniosek końcowy: nie sądzę, że to było wyreżyserowane, bo jakoś daleka jestem od przeceniania inteligencji ekipy rządzącej, ale od strony psychologicznej pani Krzywonos padła ofiarą sytuacji. A Facebook, będący skupiskiem wielu tysięcy oszołomów, promuje ‘lubienie’ tej pani… jaki to ma sens?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.